Tysiąc dłoni nienawiści
marzec 4, 2008
Stała w koszmarnym tunelu, z głową podniesioną do góry. Korytarz wysoki na kilka metrów, wąski na ledwie dwa. Bez źródeł światła, a jednak ze ścian dało się dostrzec wystające dłonie. Nie padało na nie żadne światło – wydawały się emanować własnym – tylko po to by przerażać.
Uwięziona w koszmarze postać nadal się nie poruszała. W pomieszczeniu panowała idealna cisza i bezruch spowodowany przez paniczny lęk. Kiedy tylko do świadomości dotarło że znajduje się nieznanym, makabrycznym pomieszczeniu, mózg wysłał impuls nakazujący przeraźliwy krzyk. Ten jednak nigdy się z ust nie wydobył. Strach był zbyt duży. Miejsce było bardziej upiorne niż wszystkie dotychczasowe koszmary. Było prawdziwe. To nie był sen z którego można się obudzić krzycząc czy w rzucając się na łóżku.
Cisza trwała może sekundy, minuty, a może całą wieczność. W końcu postać na środku zaczęła się budzić. Z paraliżu wywołanego strachem. Pytania o miejsce, czas i cel znalezienia się w tym miejscu nie miały sensu. Było to przecież pomieszczenie nierealne, nie mogło być prawdziwe. Tylko chory umysł mógłby wymyślić coś tak potwornego.
Osobiście
grudzień 8, 2007
Liryki nie znoszę, nie cierpię i w uważam za zbyt ckliwą i pretensjonalną, by traktować ją poważnie. Wywołuje u mnie najczęściej mdłości (poza kilkoma wyjątkami, np twórczością Antoniego Słonimskiego czy nielicznymi fraszkami). Z tego względu myśl, że kiedykolwiek mógłbym pisać wiersze pozostawała w sferze tak odległej, że nie śmiałem się nią nawet straszyć. Mimo to, zupełnie znienacka, dostałem ową myślą prosto w twarz. I tak powstał jeden jedyny utwór tego rodzaju. Elegia, do osoby w której kiedyś się zakochałem.
Wtorek.
grudzień 5, 2007
Dziś nietypowo. Zamiast typowego wpisu – dłuższa i bliżej nieokreślona forma. Boję się nazwać tą elukubrację, ale uznałem że mogło być gorzej. Tekst wędruje więc do publicznej szuflady, do której zajrzeć może każdy. A ja nawet zaproszę do czytania.