Drewniany człowiek i demony

listopad 25, 2008

Każdy ma swoje strachy. Wydawało się że moje przegoniłem. Wystarczyła jednak drobna iskierka żeby pożar rozpalił się na nowo. Pożar, którego zdaje się, nigdy nie będzie mi dane ugasić. Co najwyżej przytłumić…..

A Pinokio? Ten stworzony przez starego Gepetto drewniany chłopiec kojarzy się przede wszystkim z rosnącym od kłamstwa nosem. Ja zaś piszę o czymś innym. O braku wnętrza. O drewnianym człowieku bez uczuć.

Czytaj resztę wpisu »

Paps!

lipiec 1, 2008

Żegnam tutaj, witam na janstojke.blogspot.com.

A zresztą. Nie wchodzćie. Nie czytajcie. Nie komentujcie. W sumie po co? Słońce świeci lepiej wyjść z domu niż czytać moje elukubracje;-)

Pstryk pstryk

czerwiec 19, 2008

Dziś jedynie kilka (w zasadzie dwa, ale kilka brzmi lepiej) ogłoszeń.

Po pierwsze primo: blog zostanie na dniach przeniesiony na blogspot.com. Czemu? WordPress jest jakiś mało ruchliwy, a blogspot oferuje wiele możliwości edycji i rozszerzeń. Albo inaczej: bo tak.

Po drugie primo: na blogu zaczną pojawiać się zdjęcia. Wreszcie nic mnie nie boli (efekt wypadku), nie jestem chory (efekt zarażania przez dziewczyny, które chore za nic w świecie nie chcą iść do lekarza i rozsiewają wszędzie zarazki) ani też nie piszę już pracy (efekt końca roku tj. sesja + pisanie pracy).

Będzie więcej. Zdjęć (moich!), słów (też moich!), bzdur (nie moich) i mądrości (moich zdecydowanie). Ku mojej i mam nadzieję Waszej radości.

Na koniec jeszcze coś, co obok zdjęć, stanie się mam nadzieję tradycją. Muzyka.

Pewnie mało kto zna, a szkoda, bo kawałek świetny. Nie szukajcie jednak płyt tych wykonawców bo, o dziwo, ich twórczość odbiega zarówno poziomem jak i stylem od tego co pokazali w tym.

Basement Jaxx Feat. Lisa Kekaula – Good Luck

PS. Firefox 3.0 już wyszedł. Wszyscy używający innych programów powinni go ściągnąć. Pamiętajcie: Internet Explorer służy do przeglądania internetu z Twojego komputera i vice versa! (a opeera jest opóźniooooonaaaaaaaaaaa)

FireFox 3.0 download

Dziś jedynie trochę muzyki. Dawno nie słyszałem tak dobrego hip hopu i czuję się zobowiązany do podzielenia.

Kawałek da się określić jednym wyrażeniem – mocne czarne gówno. Wybaczcie, ale do nowego singla Nasa opis taki pasuje idealnie. Świetny bit, dobry bas niezły tekst i piękny głos Keri Hilson w tle. Czego chcieć więcej? Chyba tylko całej płyty, która pierwotnie miała się nazywać “Nigger”. Po wielu kontrowersjach Nas zmienił tytuł na “Untitled” Czekamy.

Posłuchajcie!

Nas – Hero feat. Keri Hilson 2008 New Single.mp3

Sen. Czas. Ja. Ty.

czerwiec 12, 2008

Sen to strata czasu. Prosta, ale zaskakująca dla śpiochów (w tym czasem mnie, ale o paradoks wcale nie jest taki trudny do wytłumaczenia) konkluzja. Z czego wynika? Z poczucia braku czasu naturalnie. W końcu jest tyle rzeczy do zrobienia, że trudno samowolnie oddawać się ciemności. Nawet jeśli ta oferuje świeżość umysłu.

Kłamstwem będzie jednak, jeśli sen potraktuję tylko z wrogością. Bywa bowiem, że możliwość wyłączenia się z tego świata jest błogosławieństwem. Po dwóch tygodniach ciągłej pracy na wielu frontach (w co sam się z zresztą pakuję – i by nie było że narzekam,: robię to przyjemnością) i trzygodzinnym odpoczynku na dobę, spanie przy trupie budzika jest luksusem i prawdziwą przyjemnością.

Generalnie jednak, wolę czasu na sen nie marnować. Przecież nawet, gdy umysł zwalnia, a poziom baterii jest krytyczny, to można tyle jeszcze zrobić… (wrażenie złudne nieco, wiem, ale trudno się powstrzymać)

Obejrzenie filmu, posłuchanie dobrej płyty czy przeczytanie czegoś mało wymagającego jest po stokroć ciekawsze niż ciemność snu. Są ludzie, którym notorycznie się nie chce. Mnie się chce. Dajcie tylko dobie więcej godzin.

Sen traktuje więc czasem w kategoriach nagrody. Wiem, dziwne. Przychodząc zmęczonym i pracując (lub bawiąc się, bo przecież nie samą pracą człowiek żyje) jeszcze do oporu, czuję że mogę zamknąć oczy usprawiedliwiony. Choć wyrzuty sumienia z tego powodu i tak pozostają. Czuję jednak, że na odpoczynek mózg (a czasem ciało) sobie zapracował. Być może za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, poczuję to w szerszym znaczeniu i spoglądając na swoje życie jako zbiór takich dni, będę mógł stwierdzić, że zasłużyłem. I że jestem już zmęczony.

Dziś próbuję jednak wyrwać dla siebie każdą sekundę. Czasu niestety cofnąć się nie da, co z bólem stwierdzić można na co dzień. Obstawiając źle wynik spotkania tudzież nie obstawiając, kiedy mieliśmy dobre przeczucie. Grając za wszystko i licząc na dobrą kartę w pokera, bądź wlewając w siebie jeszcze kilka łyków alkoholu, którego wlewać już nie powinnyśmy. To ostatnie akurat zwrócimy pewnie dość szybko w spotkaniu z panem kiblem. Ile jednak chwil, momentów i wydarzeń ucieknie przez to, że zrobiliśmy o jeden krok za dużo? Bądź przeciwnie: czasem boimy się lub nie robimy czegoś z wydawałoby się racjonalnych powodów. “Tak będzie lepiej”. A nie jest.

Nie wykorzystujemy, bądź nie dajemy szansy. Mija dzień, tydzień, miesiąc… rok. A jeśli popełniliśmy błąd i wyjście które wydawało się słuszne było po prostu tym łatwiejszym?

Ile razy chcieliście cofnąć czas? Choćby o sekundę. Po to, by sprawdzić alternatywę, by wygrać. Niekoniecznie pieniądze. Upiorne uczucie, kiedy między pragnieniem a jego realizacją jest droga nie do przebycia w żaden sposób. Czasem widać jej koniec, ale my kroczymy już inną ścieżką. Jeśli macie możliwość zmiany – nie wahajcie się. Z bliska trudne szlaki wyglądają łatwo, a ich przejście daje więcej satysfakcji.

Czas mija.

Ja budzę się obok kobiety, której nie dałem nic poza pustymi pocałunkami.

Ty leżysz obok faceta, który nie daje Ci tego co mogłabyś dostać.

Czas.

Zegarek.

Noc. 2:45

Żałujesz?

Są ludzie, którym nie chce się permanentnie (Bartku wiesz o kim mowa, prawda?). U mnie zaś zależy jak leży, a konkretnie zależy ile płacą. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. Ja sądzę odwrotnie; mnie pieniądze szczęście dają, szczególnie w momencie gdy się ich pozbywam. Mówcie co chcecie, niech będzie nawet że się chwalę, ale uwielbiam wyjść do restauracji/klubu/baru/kina/gdziekolwiek, nie myśląc o tym ile mam w portfelu tudzież na koncie. Po prostu lubię gdzieś wyjść, a niestety PLNy są potrzebne zawsze i wszędzie.

Tyle o mnie, zmierzam teraz w kierunku ludzi, którzy narzekają, jęczą i w ogóle ciągle im źle z powodów finansowych właśnie. Niestety, znakomita większość tych ludzi wykonuje małpią robotę. Odgrzewać kotlety w McDonaldzie lub nabijać produkty na kasę (która pokazuje ile trzeba wydać reszty, co niektórym nie przeszkadza w pomyłkach!), może byle osioł/oślica. Żadna praca nie hańbi ktoś rzeknie – owszem, nie hańbi, dopóki jest to praca, a nie wyzysk na granicy niewolnictwa. Ale jeśli ktoś się na to godzi, to niech nie kradnie twierdząc, że musi wyjść na swoje(przykład z życia wzięty!). Skoro wyżej wyceniasz swoją pracę: idź do szefa, poproś i poproś o podwyżkę, ew. szukaj innej pracy. Nie ma przebacz.

Czytaj resztę wpisu »

Moje życie 2.0

maj 18, 2008

Dawno nie pisałem. Powody w zasadzie były, ale z reguły brakowało czasu.

Stało się jednak coś czym wcale nie chcę się dzielić, ale czuję że powinienem. Śmierć jeszcze nigdy nie była tak blisko. Nigdy nie myślałem, że w trakcie dachowania, 50 metrach jazdy do góry nogami (całe szczęście – tyłem, dzięki temu mogę to pisać), kiedy ziemia dostawała się do wnętrza pojazdu i moich niezamkniętych oczu, nie będę się bał. Po raz kolejny zaskoczyłem sam siebie. Nie bałem się. W ogóle.

Czytaj resztę wpisu »

Mam życzenie

luty 27, 2008

albaJedno. Jedyne. Wielkie i ogromne. Chyba większych mieć nie można. Kto je spełni?

Gdybym miał, albo chociaż w nią wierzył, to bym sprzedał. Duszę. Zapitą, skurwysyńską, pragmatyczną duszę. Serca sprzedać nie mogę bo już nie mam. Do nerek zbyt przywiązany jestem. Zresztą pieniądze by tu nie pomogły – jedynie chlać byłoby za co. Szczęśliwie(?) mam kilka Chivasów w barku (a Ty Bartku nawet jak umrę to masz mi to whisky przynieść na pogrzeb!).

Czytaj resztę wpisu »

Tik tak, czasu brak

luty 4, 2008

albaKrótko: brakuje mi czasu. Nie żebym narzekał, ale luty będzie jednym z tych miesięcy, kiedy wydaje mi się że 7 dni to zdecydowanie za mało, a 24h to ilość godzin zupełnie niewystarczająca by sprostać wszystkim obowiązkom. A wypadałoby przecież czasem spać. Lubię to, choć momentami jestem przerażony.

Miało być też coś o Cloverfield (aka Project: Monster ), ale nie ma sensu pisać. Film kiepski, nie warty pieniędzy wydanych na bilet. Niestety.

Wybaczcie, że tak mało -  wracam do pracy. Kiedy tylko znajdę czas (a nie mam nawet kiedy go szukać!) napiszę więcej.

ps Spójrzcie na dziewczynę – jest coś diabelskiego w tej niewinności, prawda?

Miasto w kratkę Burberry

styczeń 28, 2008

londynŻyję. O podróży będzie innym razem, teraz sprawa ważniejsza: wróciłem zakochany. Londyn mnie urzekł i już teraz mogę zadeklarować (a jak wiadomo słowo pisane zobowiązuję), że do miasta na wyspach wrócę. Prędzej niż później, a kto wie, może kiedyś na stałe? Oby.
W tej chwili jestem jeszcze zauroczony miastem w którym przy przerażająco ciasnych drogach stoją smutne światła sygnalizacji. Mimo tylu samochodów (bo miałem nawet okazję utknąć w korku i spóźnić się na samolot) powietrze jest czyste, pachnące i siedząc w samochodzie czujemy tą przestrzeń. Okazało się że podróż, nawet taksówką przez samo centrum, może być przyjemna . Naprawdę. Mieszkańcy, choć starają się dotrzeć do domów by rozkoszować się ciszą (swoją drogą miasto jak na takie tłumy jest niesamowicie ciche) czynią to nad wyraz spokojnie.

Czytaj resztę wpisu »