Sen. Czas. Ja. Ty.

czerwiec 12, 2008

Sen to strata czasu. Prosta, ale zaskakująca dla śpiochów (w tym czasem mnie, ale o paradoks wcale nie jest taki trudny do wytłumaczenia) konkluzja. Z czego wynika? Z poczucia braku czasu naturalnie. W końcu jest tyle rzeczy do zrobienia, że trudno samowolnie oddawać się ciemności. Nawet jeśli ta oferuje świeżość umysłu.

Kłamstwem będzie jednak, jeśli sen potraktuję tylko z wrogością. Bywa bowiem, że możliwość wyłączenia się z tego świata jest błogosławieństwem. Po dwóch tygodniach ciągłej pracy na wielu frontach (w co sam się z zresztą pakuję – i by nie było że narzekam,: robię to przyjemnością) i trzygodzinnym odpoczynku na dobę, spanie przy trupie budzika jest luksusem i prawdziwą przyjemnością.

Generalnie jednak, wolę czasu na sen nie marnować. Przecież nawet, gdy umysł zwalnia, a poziom baterii jest krytyczny, to można tyle jeszcze zrobić… (wrażenie złudne nieco, wiem, ale trudno się powstrzymać)

Obejrzenie filmu, posłuchanie dobrej płyty czy przeczytanie czegoś mało wymagającego jest po stokroć ciekawsze niż ciemność snu. Są ludzie, którym notorycznie się nie chce. Mnie się chce. Dajcie tylko dobie więcej godzin.

Sen traktuje więc czasem w kategoriach nagrody. Wiem, dziwne. Przychodząc zmęczonym i pracując (lub bawiąc się, bo przecież nie samą pracą człowiek żyje) jeszcze do oporu, czuję że mogę zamknąć oczy usprawiedliwiony. Choć wyrzuty sumienia z tego powodu i tak pozostają. Czuję jednak, że na odpoczynek mózg (a czasem ciało) sobie zapracował. Być może za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, poczuję to w szerszym znaczeniu i spoglądając na swoje życie jako zbiór takich dni, będę mógł stwierdzić, że zasłużyłem. I że jestem już zmęczony.

Dziś próbuję jednak wyrwać dla siebie każdą sekundę. Czasu niestety cofnąć się nie da, co z bólem stwierdzić można na co dzień. Obstawiając źle wynik spotkania tudzież nie obstawiając, kiedy mieliśmy dobre przeczucie. Grając za wszystko i licząc na dobrą kartę w pokera, bądź wlewając w siebie jeszcze kilka łyków alkoholu, którego wlewać już nie powinnyśmy. To ostatnie akurat zwrócimy pewnie dość szybko w spotkaniu z panem kiblem. Ile jednak chwil, momentów i wydarzeń ucieknie przez to, że zrobiliśmy o jeden krok za dużo? Bądź przeciwnie: czasem boimy się lub nie robimy czegoś z wydawałoby się racjonalnych powodów. “Tak będzie lepiej”. A nie jest.

Nie wykorzystujemy, bądź nie dajemy szansy. Mija dzień, tydzień, miesiąc… rok. A jeśli popełniliśmy błąd i wyjście które wydawało się słuszne było po prostu tym łatwiejszym?

Ile razy chcieliście cofnąć czas? Choćby o sekundę. Po to, by sprawdzić alternatywę, by wygrać. Niekoniecznie pieniądze. Upiorne uczucie, kiedy między pragnieniem a jego realizacją jest droga nie do przebycia w żaden sposób. Czasem widać jej koniec, ale my kroczymy już inną ścieżką. Jeśli macie możliwość zmiany – nie wahajcie się. Z bliska trudne szlaki wyglądają łatwo, a ich przejście daje więcej satysfakcji.

Czas mija.

Ja budzę się obok kobiety, której nie dałem nic poza pustymi pocałunkami.

Ty leżysz obok faceta, który nie daje Ci tego co mogłabyś dostać.

Czas.

Zegarek.

Noc. 2:45

Żałujesz?

Odpowiedzi: 2 do “Sen. Czas. Ja. Ty.”

  1. lilith powiedział/a

    jeszcze nigdy niczego w zyciu nie zalowalam

  2. Jan Stojke powiedział/a

    Ty jesteś bezduszna. Wszyscy to wiemy :D

Napisz odpowiedź