Moje życie 2.0
maj 18, 2008
Dawno nie pisałem. Powody w zasadzie były, ale z reguły brakowało czasu.
Stało się jednak coś czym wcale nie chcę się dzielić, ale czuję że powinienem. Śmierć jeszcze nigdy nie była tak blisko. Nigdy nie myślałem, że w trakcie dachowania, 50 metrach jazdy do góry nogami (całe szczęście – tyłem, dzięki temu mogę to pisać), kiedy ziemia dostawała się do wnętrza pojazdu i moich niezamkniętych oczu, nie będę się bał. Po raz kolejny zaskoczyłem sam siebie. Nie bałem się. W ogóle.
Po wyjściu z wraku o własnych siłach i krótkiej obserwacji w szpitalu okazało się, że jedyne obrażenia to standardowy ból szyi i zadrapanie. Mamy szczęście. ja i kierowca zostaliśmy nietknięci. Widocznie musimy zrobić jeszcze wiele rzeczy na tym podłym świecie, a komuś wysoko postawionemu nasz opryskliwy stosunek do świata i ludzi bardzo się podoba:-) Koniec sezonu pierwszego, po krótkiej chwili niepewności wracamy w nowych odcinkach.
Na koniec jeszcze chwila powagi…
Nie nastąpiła iluminacja. Nie dziękuję Bogu, nie chodzę do kościoła. Frytki w McDonaldzie smakują tak samo, a Mirinda w PizzaHut jest nadal wygazowana. Kobiety nie stały się piękniejsze, a ja nie jestem milszy.
…ale wiecie co?
Przyjaciele są mi bliżsi, a ja mam jeszcze więcej energii i pomysłów, które każdego dnia realizuje. Mówią, że nie można mieć wszystkiego. Ja mogę.
Życie jest piękne. Tak po prostu.