Stała w koszmarnym tunelu, z głową podniesioną do góry. Korytarz wysoki na kilka metrów, wąski na ledwie dwa. Bez źródeł światła, a jednak ze ścian dało się dostrzec wystające dłonie. Nie padało na nie żadne światło – wydawały się emanować własnym – tylko po to by przerażać.

Uwięziona w koszmarze postać nadal się nie poruszała. W pomieszczeniu panowała idealna cisza i bezruch spowodowany przez paniczny lęk. Kiedy tylko do świadomości dotarło że znajduje się nieznanym, makabrycznym pomieszczeniu, mózg wysłał impuls nakazujący przeraźliwy krzyk. Ten jednak nigdy się z ust nie wydobył. Strach był zbyt duży. Miejsce było bardziej upiorne niż wszystkie dotychczasowe koszmary. Było prawdziwe. To nie był sen z którego można się obudzić krzycząc czy w rzucając się na łóżku.

Cisza trwała może sekundy, minuty, a może całą wieczność. W końcu postać na środku zaczęła się budzić. Z paraliżu wywołanego strachem. Pytania o miejsce, czas i cel znalezienia się w tym miejscu nie miały sensu. Było to przecież pomieszczenie nierealne, nie mogło być prawdziwe. Tylko chory umysł mógłby wymyślić coś tak potwornego.

Czytaj resztę wpisu »