Miasto w kratkę Burberry

styczeń 28, 2008

londynŻyję. O podróży będzie innym razem, teraz sprawa ważniejsza: wróciłem zakochany. Londyn mnie urzekł i już teraz mogę zadeklarować (a jak wiadomo słowo pisane zobowiązuję), że do miasta na wyspach wrócę. Prędzej niż później, a kto wie, może kiedyś na stałe? Oby.
W tej chwili jestem jeszcze zauroczony miastem w którym przy przerażająco ciasnych drogach stoją smutne światła sygnalizacji. Mimo tylu samochodów (bo miałem nawet okazję utknąć w korku i spóźnić się na samolot) powietrze jest czyste, pachnące i siedząc w samochodzie czujemy tą przestrzeń. Okazało się że podróż, nawet taksówką przez samo centrum, może być przyjemna . Naprawdę. Mieszkańcy, choć starają się dotrzeć do domów by rozkoszować się ciszą (swoją drogą miasto jak na takie tłumy jest niesamowicie ciche) czynią to nad wyraz spokojnie.

Na obrzeżach stoją zaś malutkie domki złożone z małej brązowej cegły i mają jeszcze mniejsze drzwi tak, by wydawać się większymi. Owe domki kontrastują z wysokimi sufitami oszklonych kawiarni sieci Starbucks, a mimo tego wszystkie budynki posiadają ten sam niesamowity klimat. Miasto, pozwala poczuć, że faktycznie na tych ziemiach mieszkali najprzedniejsi i dumni rycerze, a do zasłużonych ludzi należy zwracać się Sir. Patrząc na zbudowane z drobnej cegły mosty, domy i wieże zaczynasz wierzyć, że gdzieś niedaleko musiał stać Camelot a i postać Merlina nie wydaje się wcale tak fantastyczna. Nawet McDonald zdaje się być jakiś szlachetny, a błyszczące jaguary poruszają się z gracją najlepszych wierzchowców. Bez wątpienia, to w tym kraju żyje Królowa, a tradycja łączy się z globalnym modernizmem. I jak tu się nie zakochać?

W mieście, gdzie brzydkie kobiety chodzą modnie ubrane, a w powietrzu wyczuwa się zapach ich pięknych i równie modnych perfum. Gdzie w melancholijny nastrój wprawia nawet widok zza okna samochodu, a ludzie są uprzejmi dla obcych i uśmiechają się życzliwie. Tu nawet kanapki podawane jako poczęstunek nie są zwykłe, a (jak stwierdził kolega po fachu) wyrafinowane. I nie sposób się nie zgodzić.

Do Londynu – miasta z klimatem Harry’ego Pottera (którego – zaznaczam – nie czytałem) wrócę przy najbliższej okazji. To miłość od pierwszego wejrzenia.

Odpowiedzi: 2 do “Miasto w kratkę Burberry”

  1. lilith powiedział/a

    hehe te wyspy na pewno maja lubczyk w powietrzu, bo nie zakochac sie jest nie sposob

  2. entelepentele powiedział/a

    aha! to dlatego tylu naszych tam zostało! ładne miasto + modnie ubrane kobiety = emigracja!

Napisz odpowiedź