Duży/duży/marny?

grudzień 4, 2007

Właśnie zobaczyłem dwie tabelki w magazynie Logo. Obie dotyczyły wymiarów penisa i muszę przyznać, ze zaspokoiły moją męską próżność. W obu uzyskałem wynik więcej niż przyzwoity, a moja była dziewczyna, pewnie postawiła by mnie jeszcze wyżej (męskie kompleksy dają o sobie znać). Nie chwalić się jednak chciałem, bowiem przy okazji sprawdzania wymiarów, przypomniały mi się dwa felietony (świetne swoją drogą!) Hanny Bakuły o kochaniu. Nie tym romantycznym, ale o miłości łóżkowej. Były one o tym, że generalnie – my faceci – jesteśmy w tym kiepscy.

Cóż więc zatem z wielkości, skoro marność nad marnościami prezentujemy w trzecim, nie dającym się zmierzyć elemencie: technice. Pozwolę (ba! czuję się zmuszony by to zrobić) sobie zdradzić swój męski ród i stanąć po kobiecej stronie barykady. Nie tylko dla tego, że jest tu zdecydowanie ładniej, ale ze względu na to, że wiem co o kobietach mówimy, a co z nimi robimy.

Panowie! Drodzy koledzy, wrogowie i rywale. W większości jesteście w łóżku do niczego. Sam oczywiście zaliczam się do wyjątków, ale nie pozwoliłem sobie na to tak całkiem swawolnie. Otóż śmiem nazwać się wyjątkowym, gdyż doszukałem się przyczyny kobiecego bólu głowy. Wszystko jest sprawą zadowolenie i myślenia o zaspokojeniu kochanki.

Mężczyzna otóż, myśli odwrotnie. Mimo że sam zadowolić może się łatwo (nie oszukujmy się, nam jest łatwiej) to i tak skupia się tylko na sobie i nie zważa, że jego partnerka zastanawia się właśnie co wieczorem obejrzy w TV, albo też na jaki kolor przemalować pokój. Następnie idzie, ukontentowany buhaj, do swoich ziomków, opowiadać jak to zaliczył lub zwyczajnie zerżnął panienkę, nie zdając sobie sprawy że całkowicie dał plamę. Albo i tego nie dał.

Cały zaś problem polega właśnie na tym, że uprawiając sex (a nawet kochając się) nie zwracamy (w sensie wy!) uwagi na to co kobieta czuje. A one lubią być dotykane i całowane na różne sposoby. Trzy minuty, nawet 5 minut, to zdecydowanie za mało. Z każdą kobietą trzeba też inaczej, bo my penisa mamy zawsze w tym samym miejscu, a u nich, mityczny punkt G, może być wszędzie. Konkretnych rad dawać nie zamierzam. Nie mój w tym interes, a i na siłach się nie czuję.

Mogę jedynie zaapelować do Was piękne Panie. Nie dajcie się zepchnąć do roli pojemników na spermę. Ileż to razy słyszałem od Was, że kochacie się z facetem, bo chcecie sprawić mu przyjemność i nie skarżycie się by nie zranić męskiego ego. Miejcie świadomość własnej wartości w łóżku. Wymagajcie od nas dania Wam satysfakcji. Żądajcie jej wręcz, a jeśli facet nie daje rady – zmieńcie go natychmiast. Śmiem twierdzić, że szczęście w łóżku przekłada się na szczęście całego związku w sposób bezdyskusyjny i nie do przecenienia.

Na świecie jest jeszcze wielu takich, którzy wolą dawać niż brać. Wystarczy poszukać. Albo też dać się znaleźć.

 

Napisz odpowiedź