grudzień 25, 2007

“Przepraszam” czasem nic nie znaczy. Bo niby jak może, skoro nie wystarczają wszystkie inne znane i nieznane nam słowa. Bywa, że czyny są zbyt brutalne, a werbalizacja nawet najsilniejszych uczuć nie cofnie czasu. Czasem zdajemy sobie sprawę z popełnionych błędów o dzień, minutę, sekundę, ale jednak zbyt późno. I kiedy odmawiamy ostatniej prośbie by kogoś przytulić, musimy liczyć się strasznymi konsekwencjami. Kiedy już jest za późno… co robić? Po raz kolejny odpowiedź znajdujemy w banalnym stwierdzeniu, że nikt nie wie. Niestety.

Nigdy nie nadużywałem słów, których znam znaczenie od każdej strony. Zarówno tej pięknej jak i sprawiającej największy ból. Kocham i wcale nie chcę przestać… Kocham Cię. Problem polega na tym, że tkwię gdzieś pomiędzy heroiczną walką o Ciebie, a strachem że mogłoby się nie udać.

Czytaj resztę wpisu »

Daj mi prezent i spie…

grudzień 25, 2007

PrezentyŚwięta. W tym roku jakby mniej komercyjne. Przynajmniej w moim mieście. Na ulicach mniej ozdób, ludzie mniej wystrojeni i nie spieszą się tak bardzo. Czerwonych grubasów też wywiało z ulic, więc generalnie jest lepiej. Mimo tego, nadal wolałbym jakiś inny kataklizm. Koniec świata na przykład.

Czytaj resztę wpisu »

Napisałem prolog

grudzień 21, 2007

Wszystko się kończy – wiem, to banał, komunał, stara prawda. Wydawałoby się, że ze słów tych więcej ponad to co już zostało powiedziane, wycisnąć się nie da. Nawet pomimo tego, że są dobrym punktem wyjścia do rozważań na każdy temat. Wszak opisywanie końca daje niezliczone możliwości. Nie ma więc problemu, by załamywać się nad końcem jako faktem, który można przypisać wszystkiemu. Zrobię więc coś innego. Coś co potrafię całkiem nieźle: będę oryginalny.

Koniec jest dobry, jeśli następuje w odpowiedniej chwili. największa trudność polega na tym, by chwilę tą umieć wychwycić.

Czytaj resztę wpisu »

Warto patrzeć w gwiazdy

grudzień 19, 2007

Dziś niestety sentymentalnie. Na szczęście krótko – o gwiazdach. Bynajmniej nie na lodzie czy w tańcu. Raczej metafora taka.

A czym są gwiazdy? Odległe ciała, które podziwiamy mimo, że są tylko niewielkimi punktami na wieczornym niebie. Czemu tak fascynują? Bo są niedostępne i odległe. Gwiazdy stały się synonimem czegoś nieosiągalnego. Można wyciągać ku nim ręce i patrzeć leżąc na trawie. Można marzyć i wyobrażać sobie jakie są piękne z bliska. Nie wolno ich tylko dotknąć i poznać.

Warto jednak patrzeć, bo któregoś dnia jedna może spaść. I wtedy będzie nasza.

Przyjemność razy dwa?

grudzień 16, 2007

Dziewczyny
Ponad 90% mężczyzn marzy o seksie z dwoma kobietami jednocześnie. Ta zachłanność specjalnie nie dziwi, ale ja zwyczajnie pytam: po co?

Widok dwóch piękności w jednym łóżku musi być cudowny. Tyle, że bardziej jako sztuka, bo wartości użytkowej nie przedstawia wcale podwójnej.

Czy potrafilibyśmy skupić się na dwóch kobietach jednocześnie? Już zaspokojenie jednej przerasta możliwości wielu facetów. Marzenie niezrozumiałe również z tego względu, że ilość nie przekłada się proporcjonalnie na jakość doznań. Pojawia się za to cała masa stresów. W końcu cudowne rozmnożenie pewnych części ciała nie wchodzi w grę, a zaspokajanie jednej z partnerek półśrodkami nie jest satysfakcjonujące. Dla nas (dla mnie?) i dla niej. Podczas aktu miłosnego, przychodzi też moment (a nawet kilka), w którym całą uwagę należy skupić na jednym punkcie. Jeśli oczywiście uda się Go wcześniej znaleźć.

Czytaj resztę wpisu »

Najpiękniejsze zło świata.

grudzień 15, 2007

Zło w czystej postaci.
Tytuł , to żadna zagadka, więc czym prędzej spieszę z odpowiedzią o kogo chodzi: oczywiście o Kobiety.

Kochamy je i wynosimy na piedestał rzucając do stóp własne światy. Płaczemy, gdy pakują walizki. Często z naszej winy, a jak powiedział pewien przyjaciel: “żeby docenić miłość, trzeba ją najpierw bezpowrotnie stracić. Słowo “bezpowrotnie” boli szczególnie, ale zasadnie tym bardziej, że tracimy często z własnej winy. Miłości mówi się “żegnaj” tylko raz. Skąd wiem? Bo byłem kiedyś z Najpiękniejszą Kobietą Świata.

Czytaj resztę wpisu »

21 gram nadziei?

grudzień 12, 2007

Większość wielkich filozofów, począwszy od Sokratesa, traktowała istnienie Boga jako aksjomat, naciągając nawet swe teorie byle tylko koncepcję bytu absolutnego zmieścić. Nie jestem w stanie odpowiedzieć czy wynikało to z prawdziwej wiary i przekonania o istnieniu Demiurga, poprawności myśli filozoficznej (to mało prawdopodobne) czy jak u w większości – ze zwykłego strachu przed nicością. A jednak na świecie pojawili się ateiści i agnostycy, do których sam należę. Być może niczym starożytni grecy tak i dla współczesnemu społeczeństwu, wraz z postępem technologicznym, Wszechmocny wydał się zbyt abstrakcyjny i nierzeczywisty. A może po prostu chodzi o zwykłą wygodę dnia codziennego.

Zostawmy jednak Boga i zastanówmy się nad czymś dużo ważniejszym – w końcu dla człowieka najistotniejsze jest życie wieczne. Dusza. Z Bogiem czy bez, nie chcemy skończyć w niebycie. Tutaj znów (nie wiedzieć czemu, bo podział wcale nie jest tak oczywisty) ścierają się filozofie wiary z ateistycznymi. Jedni mówią, że dusza istnieje, drudzy że nie. A co jeśli rację mają wszyscy?

Czytaj resztę wpisu »

Tryby życia

grudzień 10, 2007

Tytuł nieco afektowany, ale cóż, niech będzie. Możliwe nawet, że nie jest tak wielką przesadą jak mi się wydaje. Życie lubi bowiem być przesadne w okazywaniu uczuć. A że z reguły okazuje nienawiść, to trzeba być przygotowanym. Bronić się jest ciężko. W zasadzie jedyne co można uczynić to odkładać termin dostania ciosu w mordę. Uprosić się nie da, można uskoczyć, zrobić unik, ale tak czy inaczej kiedyś oberwiemy. Skąd wiem? Bo obrywają po kolei wszyscy. Dostałem też ja i zdążyłem się już nawet nauczyć, że dezynfekowanie jamy ustnej za pomocą whisky (swoją drogą cola bez whisky smakuje, jak to określił przyjaciel, “strasznie cipowato” i w pełni się z tym zgadzam)… pomaga.

Czytaj resztę wpisu »

Osobiście

grudzień 8, 2007

Liryki nie znoszę, nie cierpię i w uważam za zbyt ckliwą i pretensjonalną, by traktować ją poważnie. Wywołuje u mnie najczęściej mdłości (poza kilkoma wyjątkami, np twórczością Antoniego Słonimskiego czy nielicznymi fraszkami). Z tego względu myśl, że kiedykolwiek mógłbym pisać wiersze pozostawała w sferze tak odległej, że nie śmiałem się nią nawet straszyć. Mimo to, zupełnie znienacka, dostałem ową myślą prosto w twarz. I tak powstał jeden jedyny utwór tego rodzaju. Elegia, do osoby w której kiedyś się zakochałem.

Czytaj resztę wpisu »

Wtorek.

grudzień 5, 2007

Dziś nietypowo. Zamiast typowego wpisu – dłuższa i bliżej nieokreślona forma. Boję się nazwać tą elukubrację, ale uznałem że mogło być gorzej. Tekst wędruje więc do publicznej szuflady, do której zajrzeć może każdy. A ja nawet zaproszę do czytania.

Czytaj resztę wpisu »